I powiedz mi czy wciąż go kochasz.
Gdy wiesz, że nic nie jest takie jak chcesz
I nie będzie już jak chcesz by było
I teraz gdy już wiesz, że on nie jest tym kim chcesz.
Czy wierzysz w miłość?
I gdy poślą go do piekła niech płonie i nim lawa strawić go zdoła,
To czy skoczysz za nim w ogień lub chociaż pójdziesz by mu otrzeć pot z czoła?
I gdy upadnie to będziesz przy nim zawsze?
Nawet mimo zdania tłumu, cóż.
I wciąż będziesz z niego dumna
Gdy wiesz, że on dziś chla na umór znów
A kiedy pójdzie na dno i zdasz sobie sprawę, że juz nie ma szans,
To czy pójdziesz za nim w bagno czy raczej odejdziesz tak jak eva hart?
Wiem, że wymarzyłaś przyszłość mu,
Nie szukaj winnych na przymus
To złośliwy los zniszczył wszystko znów
Gdy on obrał inny azymut
Patrzysz jak podąża dziś za pasją.
Mówią, że to dziwki, koks, melanż
Do celu dojdzie jeden z nich na sto,
Najczęściej ci co przyszli cos sprzedac
I wiem, że to łamie ci serce
Gdy szukasz go przy niedzielnym stole
Bo chcesz dla niego czegos więcej niż
Kac, depresja i zmarszczki na czole
Czujesz z nim ból i radosc
Czujesz moc i słabość
I choc nie dorósł do twych marzeń
Czy jestes z niego dumna...
TEKSTY
poniedziałek, 5 listopada 2012
Poeta napisałby tom wierszy dla Ciebie,
ja nim nie jestem, ale piszę wersy dla Ciebie,
przechowuję w głowie jasny portret Twój,
i tysiąc słów, a kiedyś Ci powiem że...
Chociaż serce czasem zimne jak bruk nad ranem,
a rozum chce je zagłuszyć i mówić za nie,
nie czas na racjonalność,
to zbrodnia emocje tłumić,
a mi jak Skaldom wszystko mówi że... "I'm In Love"
Nawet jeśli w tej minucie tylko,
a jutro obudzimy się obok wiedząc,
że noc to było wszystko i nic, nikogo nie wiń za to,
bo do miłości nie potrzeba czasu a namiętności,
i jeśli to jednak start choć nie umiem myśleć o jutrze,
wiem że jutro też chcę budząc się widzieć Twój uśmiech,
choć pewnie łóżko będzie puste, serce pełne,
całuję Twoje zdjęcie...
Jeśli chcesz wiedzieć coś o mnie to coś Ci zdradzę,
miłość dla mnie to huśtawka która stoi w równowadze,
bo chcę Cię z każdą wadą, nic nie zmienię,
mój narkotyku, mój tlenie,
nie jestem sam kiedy bębny grają, to kłamstwo,
bo potrzebuję Ciebie jesteś moją inspiracją,
jedno dno, brak intryg, pułapek, brak gier, brak masek,
Ty śpisz ja się patrzę,
słuchaj, to ważne zostań tu ja Ci włączę,
film Spike'a Lee w którym Danzel gra na trąbce,
dowiesz się więcej, czemu znikam na długie dni,
i czym dla mnie jest muzyka,
wiem że słowa mają moc której należy się szacunek,
ale gdy mówię wszechświecie, uwierz mi wiem co mówię,
trzydzieści dwa wersy nigdy wcześniej, nic później,
bo ja kocham a nie mówię.
Chciałbym wierzyć że o wiedzy płeć nie decyduje,
ale niestety Ty i ja nie jesteśmy w stanie zrozumieć,
pewnych spraw, pewnych wad, drobnych głupot,
Ty chodzisz dumna jak paw, lub jesteś zimną suką,
a nie załatwia się spraw wciąż się kłócąc,
uciekając w świat braw lub wciągając dym w płuco,
jestem świadom swoich wad ale Ty też popatrz w lustro,
jeśli dni te trafił szlag, nie łudź się, nie wrócą,
to hotel Savoy, część kolejna bo dni te trafił szlag,
a przyszłość jest ale już bez nas, smoking kingsajz,
szyba mokra, noc, ja piszę bit, gra a ona śpi obok
ja nim nie jestem, ale piszę wersy dla Ciebie,
przechowuję w głowie jasny portret Twój,
i tysiąc słów, a kiedyś Ci powiem że...
Chociaż serce czasem zimne jak bruk nad ranem,
a rozum chce je zagłuszyć i mówić za nie,
nie czas na racjonalność,
to zbrodnia emocje tłumić,
a mi jak Skaldom wszystko mówi że... "I'm In Love"
Nawet jeśli w tej minucie tylko,
a jutro obudzimy się obok wiedząc,
że noc to było wszystko i nic, nikogo nie wiń za to,
bo do miłości nie potrzeba czasu a namiętności,
i jeśli to jednak start choć nie umiem myśleć o jutrze,
wiem że jutro też chcę budząc się widzieć Twój uśmiech,
choć pewnie łóżko będzie puste, serce pełne,
całuję Twoje zdjęcie...
Jeśli chcesz wiedzieć coś o mnie to coś Ci zdradzę,
miłość dla mnie to huśtawka która stoi w równowadze,
bo chcę Cię z każdą wadą, nic nie zmienię,
mój narkotyku, mój tlenie,
nie jestem sam kiedy bębny grają, to kłamstwo,
bo potrzebuję Ciebie jesteś moją inspiracją,
jedno dno, brak intryg, pułapek, brak gier, brak masek,
Ty śpisz ja się patrzę,
słuchaj, to ważne zostań tu ja Ci włączę,
film Spike'a Lee w którym Danzel gra na trąbce,
dowiesz się więcej, czemu znikam na długie dni,
i czym dla mnie jest muzyka,
wiem że słowa mają moc której należy się szacunek,
ale gdy mówię wszechświecie, uwierz mi wiem co mówię,
trzydzieści dwa wersy nigdy wcześniej, nic później,
bo ja kocham a nie mówię.
Chciałbym wierzyć że o wiedzy płeć nie decyduje,
ale niestety Ty i ja nie jesteśmy w stanie zrozumieć,
pewnych spraw, pewnych wad, drobnych głupot,
Ty chodzisz dumna jak paw, lub jesteś zimną suką,
a nie załatwia się spraw wciąż się kłócąc,
uciekając w świat braw lub wciągając dym w płuco,
jestem świadom swoich wad ale Ty też popatrz w lustro,
jeśli dni te trafił szlag, nie łudź się, nie wrócą,
to hotel Savoy, część kolejna bo dni te trafił szlag,
a przyszłość jest ale już bez nas, smoking kingsajz,
szyba mokra, noc, ja piszę bit, gra a ona śpi obok
Największy skarb to Twoja autonomia,
Twoja myśli niezależność, pomysłów symfonia,
Mózgów polifonia, i wtedy ma to sens, to jeden wers, a mógłbym pisać takie co dnia.
I dobrze wiesz, bo znasz swą siłę na wylot.
Co by świat Ci nie zrobił, tam zawsze będzie się paliło.
Posłuchaj, mam trochę myśli, chcesz słuchać?
Pierwsze czego nie chcę to do czegokolwiek zmuszać.
Czasem gentleman, ale widzisz sama, że to raczej prosty koleś kontra first dama.
To jak sztama na dzisiejszą noc nie miej boja.
centrum, spacer, pozwolisz mi wybrać trasę?
Wiele słów, tematów autonomia,
Kilka godzin pod Księżycem, mózgów polifonia.
Osobowość i symfonia i wtedy ma to sens, a co powinnaś, Ty najlepiej sama wiesz.
Chcesz, sprawdź mnie, mały test na zaufanie.
Chodź ze mną na chwilę Ty to moje postrzeganie.
Chcesz, zasłoń mi oczy, ja będę szedł jak ślepiec.
A co powinnaś, to Ty już wiesz to najlepiej.
Zwykła noc spędzona w Twoim mózgu.
Obce ciała, psychicznie nadzy razem w łóżku.
I mówię szczerze, nie wiem co miałbym wybrać.
Ale nie ma różnicy, bo po tej nocy zbyt bliska.
To tylko słowa, możesz brać mnie na dystans.
Ale zobacz, po drugie nie chcę chwili wykorzystać.
A słowa to ja, nie chcę sprzedawać pomysłów.
Nie karmię Twoich potrzeb, stoję nagi pośród tych słów.
Twoje policzki tak się śmieją, oczy, nos, skóra, ja wiem, że czas i miejsce to bzdura. Kiedykolwiek w czasie i przestrzeni ze mną, jeśli chcesz, a co powinnaś wiesz na pewno.
Słyszę te bzdury na orbicie Twoich myśli.
Chamstwo bez kultury, paw z gołą dupą nie błyszczy.
Raz - tyle razy można zrobić bzdurę,
Można, ale najchętniej to już żegnałbym kulturę.
Twoja godność, moja pasja i narkotyk.
Wiem, jesteś silna, ale świętością jest dotyk.
Ja jestem obok, kłopoty won, bądź sobą.
Jedno czego chcę, to powinnaś mieć świadomość.
Mieć pewność, o tym, czego potrzebujesz.
W łóżku, przy stole, w sercu i w rozumie.
W tłumie i sama, potrzebna i niechciana.
W czasoprzestrzeni ja dla Ciebie, ja dla nas.
Ja, ważne przez konwencję i formę.
To nie autoreklama wiem, że ja to problem.
Bo widzisz, jeśli te słowa mają znaczenie,
Mamy nas pod skórą, w lustrze widzę nas nie siebie
Twoja myśli niezależność, pomysłów symfonia,
Mózgów polifonia, i wtedy ma to sens, to jeden wers, a mógłbym pisać takie co dnia.
I dobrze wiesz, bo znasz swą siłę na wylot.
Co by świat Ci nie zrobił, tam zawsze będzie się paliło.
Posłuchaj, mam trochę myśli, chcesz słuchać?
Pierwsze czego nie chcę to do czegokolwiek zmuszać.
Czasem gentleman, ale widzisz sama, że to raczej prosty koleś kontra first dama.
To jak sztama na dzisiejszą noc nie miej boja.
centrum, spacer, pozwolisz mi wybrać trasę?
Wiele słów, tematów autonomia,
Kilka godzin pod Księżycem, mózgów polifonia.
Osobowość i symfonia i wtedy ma to sens, a co powinnaś, Ty najlepiej sama wiesz.
Chcesz, sprawdź mnie, mały test na zaufanie.
Chodź ze mną na chwilę Ty to moje postrzeganie.
Chcesz, zasłoń mi oczy, ja będę szedł jak ślepiec.
A co powinnaś, to Ty już wiesz to najlepiej.
Zwykła noc spędzona w Twoim mózgu.
Obce ciała, psychicznie nadzy razem w łóżku.
I mówię szczerze, nie wiem co miałbym wybrać.
Ale nie ma różnicy, bo po tej nocy zbyt bliska.
To tylko słowa, możesz brać mnie na dystans.
Ale zobacz, po drugie nie chcę chwili wykorzystać.
A słowa to ja, nie chcę sprzedawać pomysłów.
Nie karmię Twoich potrzeb, stoję nagi pośród tych słów.
Twoje policzki tak się śmieją, oczy, nos, skóra, ja wiem, że czas i miejsce to bzdura. Kiedykolwiek w czasie i przestrzeni ze mną, jeśli chcesz, a co powinnaś wiesz na pewno.
Słyszę te bzdury na orbicie Twoich myśli.
Chamstwo bez kultury, paw z gołą dupą nie błyszczy.
Raz - tyle razy można zrobić bzdurę,
Można, ale najchętniej to już żegnałbym kulturę.
Twoja godność, moja pasja i narkotyk.
Wiem, jesteś silna, ale świętością jest dotyk.
Ja jestem obok, kłopoty won, bądź sobą.
Jedno czego chcę, to powinnaś mieć świadomość.
Mieć pewność, o tym, czego potrzebujesz.
W łóżku, przy stole, w sercu i w rozumie.
W tłumie i sama, potrzebna i niechciana.
W czasoprzestrzeni ja dla Ciebie, ja dla nas.
Ja, ważne przez konwencję i formę.
To nie autoreklama wiem, że ja to problem.
Bo widzisz, jeśli te słowa mają znaczenie,
Mamy nas pod skórą, w lustrze widzę nas nie siebie
Patrzysz na świat przez łzy, jesteśmy razem
Ja też nie raz się starałem i mimo starań przegrywałem
Wciąż gonię królika, jak wspominałem zrobię wszystko
By dogonić w końcu swoją prawdę nad ranem
A kiedy przyjdzie także po mnie będę wiedział
Że zostało tu coś po mnie, że też tworzę historię
Długie godziny nieraz w mrok patrzyłem
On patrzył na mnie, rozmawialiśmy nie jedną godzinę
Miał antidotum na to, co mnie dręczy
Mówi mi - miłość i wiedza mogą wszystko zwyciężyć
Kochaj choćbyś czuł, że żyjesz między maszynami
Miej nadzieję, ona może pokonać każdą z granic
Gdy zwątpisz siłę znajdź w ufności
W to, że miłosierdzie jest większe od waszych słabości
I wiedz, że wolność ukrywa się w każdej żyle
Lecz nie wolno niszczyć tego, czego sam nie stworzyłeś
Słucham go, staram się, chociaż często upadam
Tracę wiarę, a horyzont bardziej się oddala
Wstaję, znów upadam, tak często bezsilny
Nad ranem sam, wszystkie łzy już dawno wyschły
Wiesz, prześladuje mnie ten sen już od dawna
Widzę cierpienie i nie mogę nic zrobić
Ból, na wrażliwość nie ma żadnego lekarstwa
Mamy uczucia i dlatego życie tak boli
Nie ma recepty sam dla siebie nie mam dla was
Mam wątpliwości, mnóstwo pytań do zadania
Będę chodził i pytał, może ktoś wie więcej
Może, może uczucia jednak są błogosławieństwem
Często nie rozumiem dopóki nie stracę
Wiele razy się cofałem, skumplowałem się ze strachem
Wesz ile momentów, zwątpienia chwil?
Pełnych rąk drżenia, chcę, lecz nic nie pozmieniam
W cieniach kryje się prawda, do której pragnę docierać
Z każdym dniem coraz bliżej człowieka
I nie zwlekam, bo ten świat prawie się rozleciał
Tysiące stron nim wzrok zgaśnie jak świeca
Ból, na wrażliwość nie ma żadnego lekarstwa
Dlatego staram się nadwrażliwość oswoić
Uczuć nie umiem poskromić, Marna szansa
Bo one czynią mnie człowiekiem, mimo, że to boli
Wielu z nas wciąż boi się, pokazać, że coś czuje
Dla wielu z nas łzy to hańba
Tak, to żenujące, kiedy łez nie kontrolujesz
Ale kto w kwietniu bał się pokazać, co czuje?
Cały czas pielęgnuję świat wokół mnie i we mnie
Buduję swój dom, w którym czuję się bezpiecznie
Rozum składa w całość dom z marzeń i uczuć
To solidny dom, choć na fundamencie ze smutku
Mam w nim, szafę pełną wspomnień i strachu
I siniaków z czasów, gdy wojnę wypowiadałem światu
Zamknięta szafa, pewnie spalę jej zawartość
Dzięki niej jestem tutaj, wspomnień niszczyć nie warto
Już rano, patrzę znowu na świat parszywy
Łez już nie mam, dużo viv wiecznie żywych
Wiesz, prześladuje mnie ten sen już od dawna
Widzę cierpienie i nie mogę nic zrobić
Ból, na wrażliwość nie ma żadnego lekarstwa
Mamy uczucia i dlatego życie tak boli
Ja też nie raz się starałem i mimo starań przegrywałem
Wciąż gonię królika, jak wspominałem zrobię wszystko
By dogonić w końcu swoją prawdę nad ranem
A kiedy przyjdzie także po mnie będę wiedział
Że zostało tu coś po mnie, że też tworzę historię
Długie godziny nieraz w mrok patrzyłem
On patrzył na mnie, rozmawialiśmy nie jedną godzinę
Miał antidotum na to, co mnie dręczy
Mówi mi - miłość i wiedza mogą wszystko zwyciężyć
Kochaj choćbyś czuł, że żyjesz między maszynami
Miej nadzieję, ona może pokonać każdą z granic
Gdy zwątpisz siłę znajdź w ufności
W to, że miłosierdzie jest większe od waszych słabości
I wiedz, że wolność ukrywa się w każdej żyle
Lecz nie wolno niszczyć tego, czego sam nie stworzyłeś
Słucham go, staram się, chociaż często upadam
Tracę wiarę, a horyzont bardziej się oddala
Wstaję, znów upadam, tak często bezsilny
Nad ranem sam, wszystkie łzy już dawno wyschły
Wiesz, prześladuje mnie ten sen już od dawna
Widzę cierpienie i nie mogę nic zrobić
Ból, na wrażliwość nie ma żadnego lekarstwa
Mamy uczucia i dlatego życie tak boli
Nie ma recepty sam dla siebie nie mam dla was
Mam wątpliwości, mnóstwo pytań do zadania
Będę chodził i pytał, może ktoś wie więcej
Może, może uczucia jednak są błogosławieństwem
Często nie rozumiem dopóki nie stracę
Wiele razy się cofałem, skumplowałem się ze strachem
Wesz ile momentów, zwątpienia chwil?
Pełnych rąk drżenia, chcę, lecz nic nie pozmieniam
W cieniach kryje się prawda, do której pragnę docierać
Z każdym dniem coraz bliżej człowieka
I nie zwlekam, bo ten świat prawie się rozleciał
Tysiące stron nim wzrok zgaśnie jak świeca
Ból, na wrażliwość nie ma żadnego lekarstwa
Dlatego staram się nadwrażliwość oswoić
Uczuć nie umiem poskromić, Marna szansa
Bo one czynią mnie człowiekiem, mimo, że to boli
Wielu z nas wciąż boi się, pokazać, że coś czuje
Dla wielu z nas łzy to hańba
Tak, to żenujące, kiedy łez nie kontrolujesz
Ale kto w kwietniu bał się pokazać, co czuje?
Cały czas pielęgnuję świat wokół mnie i we mnie
Buduję swój dom, w którym czuję się bezpiecznie
Rozum składa w całość dom z marzeń i uczuć
To solidny dom, choć na fundamencie ze smutku
Mam w nim, szafę pełną wspomnień i strachu
I siniaków z czasów, gdy wojnę wypowiadałem światu
Zamknięta szafa, pewnie spalę jej zawartość
Dzięki niej jestem tutaj, wspomnień niszczyć nie warto
Już rano, patrzę znowu na świat parszywy
Łez już nie mam, dużo viv wiecznie żywych
Wiesz, prześladuje mnie ten sen już od dawna
Widzę cierpienie i nie mogę nic zrobić
Ból, na wrażliwość nie ma żadnego lekarstwa
Mamy uczucia i dlatego życie tak boli
poniedziałek, 7 listopada 2011
Kolumb odkrył Amerykę, ja poznałem Ciebie,
nic więcej mi nie trzeba, z Tobą czuję się jak w niebie,
i jebie mnie zdanie i opinia innych,
wyrok na miłość zapadł - jestem winny
i nie wiem czy to miłość czy żart,
szczęśliwy traf czy porażka, pech czy fart,
jednak mimo to wciąż się o Ciebie staram,
znam Twoja wartość w uczuciach a nie cenę w dolarach
nie lecisz na mój hajs bo go nie mam,
mam mały dom na wsi i starego transportera,
ale chyba nie o to w tym wszystkim chodzi,
ja nie jestem Żebrowski a Ty nie Joanna Brodzik,
lecz tylko Ty, jesteś moim uzależnieniem,
bez Ciebie się dusze, Ty jesteś moim tlenem
sensem mojego życia, bez Ciebie nie istnieje,
chodź do mnie, co ma się dziać niech się dzieje...
Nic nie mogę Ci obiecać, mogę dać tylko siebie,
niczego więcej też nie oczekuję od Ciebie,
po prostu bądź przy mnie tak jak ja przy Tobie,
bo czuję, że jesteśmy przeznaczeni tylko sobie,
chodźmy przez ten świat razem, swoją własną ścieżką,
nie za drogowskazem, chodź czasami będzie ciężko,
wiem, nie będzie mi łatwo Twoje serce zdobyć,
nie jestem Einsteinem o urodzie Casanowy,
ale dla Ciebie mogę być supermenem,
choć nie umiem latać i nie jestem strongmenem.
zrobię co zechcesz, mogę nawet skoczyć z mostu,
mogę się poświęcić i pójść po podpaski do kiosku,
zrobię wszystko i zawsze będę Cię kochał,
nawet gdy na starość będziesz biegać w papilotach,
nawet kiedy będzie Ci dokuczać skleroza i otyłość,
proszę Cię tylko o jedno- uwierz w tą miłość...
nic więcej mi nie trzeba, z Tobą czuję się jak w niebie,
i jebie mnie zdanie i opinia innych,
wyrok na miłość zapadł - jestem winny
i nie wiem czy to miłość czy żart,
szczęśliwy traf czy porażka, pech czy fart,
jednak mimo to wciąż się o Ciebie staram,
znam Twoja wartość w uczuciach a nie cenę w dolarach
nie lecisz na mój hajs bo go nie mam,
mam mały dom na wsi i starego transportera,
ale chyba nie o to w tym wszystkim chodzi,
ja nie jestem Żebrowski a Ty nie Joanna Brodzik,
lecz tylko Ty, jesteś moim uzależnieniem,
bez Ciebie się dusze, Ty jesteś moim tlenem
sensem mojego życia, bez Ciebie nie istnieje,
chodź do mnie, co ma się dziać niech się dzieje...
Nic nie mogę Ci obiecać, mogę dać tylko siebie,
niczego więcej też nie oczekuję od Ciebie,
po prostu bądź przy mnie tak jak ja przy Tobie,
bo czuję, że jesteśmy przeznaczeni tylko sobie,
chodźmy przez ten świat razem, swoją własną ścieżką,
nie za drogowskazem, chodź czasami będzie ciężko,
wiem, nie będzie mi łatwo Twoje serce zdobyć,
nie jestem Einsteinem o urodzie Casanowy,
ale dla Ciebie mogę być supermenem,
choć nie umiem latać i nie jestem strongmenem.
zrobię co zechcesz, mogę nawet skoczyć z mostu,
mogę się poświęcić i pójść po podpaski do kiosku,
zrobię wszystko i zawsze będę Cię kochał,
nawet gdy na starość będziesz biegać w papilotach,
nawet kiedy będzie Ci dokuczać skleroza i otyłość,
proszę Cię tylko o jedno- uwierz w tą miłość...
środa, 6 lipca 2011
witam Pana M i pozdrawiam środkowym palcem,
znowu byłeś górą w nierównej walce,
u mnie siła argumentu u Ciebie argument siły,
nie mogłeś znieść prawdy i nerwy Ci puściły,
nie wiem za kogo się masz, jak układasz swoje życie,
wiedz że dla mnie to też nie jest koncert życzeń,
dla Ciebie to wyścig jak Wielka Pardubicka,
ja wolę w spokoju odnaleźć swoją przystań,
myślisz że kurwa jesteś klasa wyższa,
ale popatrz, już uczeń przerasta mistrza,
nie chodzi tylko o kasę, hah, wielki mi biznesmen,
popatrz na ojca, czy to kurwa Rich Forester?
nie jest piękny jak Beckham, bogaty jak 50 cent,
ale powiem Ci jedno, nie dorastasz mu do pięt,
i szczerze dodam, że przynosisz mu wstyd,
dla tego nie ma już nas, jestem ja i jesteś Ty!
więzy krwi, te same nazwisko,
kiedyś myślałem, że razem możemy wszystko,
kiedyś brat, przyjaciel, rodzina,
teraz nie jesteś godny by mnie tak nazywać!!!
pokazałeś klasę, naprawdę brawo dla Ciebie,
możesz zrobić to jeszcze raz bo i tak mnie to jebie,
ale okaż choć trochę szacunku tacie i mamie,
przypomnij sobie kto Ci pomógł kiedy w gówno się wjebałeś,
co Ty myślałeś, że jesteś kurwa wielkim panem?
jesteś wielkim, ale zerem, właśnie to pokazałeś,
poczekaj jeszcze trochę, zobaczysz co ja osiągnę,
skreśliłeś mnie na starcie, lecz finisz należy do mnie,
zobacz kim byłeś zanim zdobyłeś to wszystko,
ile to kosztowało bólu, jak musiałeś upaść nisko,
dalej nie rozumiesz, że ja nie jestem taki sam?
idę tylko swoją drogą, widocznie słabo mnie znasz,
powinieneś jednak wiedzieć, że jebie mnie opinia innych,
ciągle jestem taki sam, nigdy nie chciałem być inny
tak,
dalej jestem sobą, dalej mam ten sam tupet,
po pierwsze bo to lubie, po drugie chuj Ci w dupe!
znowu byłeś górą w nierównej walce,
u mnie siła argumentu u Ciebie argument siły,
nie mogłeś znieść prawdy i nerwy Ci puściły,
nie wiem za kogo się masz, jak układasz swoje życie,
wiedz że dla mnie to też nie jest koncert życzeń,
dla Ciebie to wyścig jak Wielka Pardubicka,
ja wolę w spokoju odnaleźć swoją przystań,
myślisz że kurwa jesteś klasa wyższa,
ale popatrz, już uczeń przerasta mistrza,
nie chodzi tylko o kasę, hah, wielki mi biznesmen,
popatrz na ojca, czy to kurwa Rich Forester?
nie jest piękny jak Beckham, bogaty jak 50 cent,
ale powiem Ci jedno, nie dorastasz mu do pięt,
i szczerze dodam, że przynosisz mu wstyd,
dla tego nie ma już nas, jestem ja i jesteś Ty!
więzy krwi, te same nazwisko,
kiedyś myślałem, że razem możemy wszystko,
kiedyś brat, przyjaciel, rodzina,
teraz nie jesteś godny by mnie tak nazywać!!!
pokazałeś klasę, naprawdę brawo dla Ciebie,
możesz zrobić to jeszcze raz bo i tak mnie to jebie,
ale okaż choć trochę szacunku tacie i mamie,
przypomnij sobie kto Ci pomógł kiedy w gówno się wjebałeś,
co Ty myślałeś, że jesteś kurwa wielkim panem?
jesteś wielkim, ale zerem, właśnie to pokazałeś,
poczekaj jeszcze trochę, zobaczysz co ja osiągnę,
skreśliłeś mnie na starcie, lecz finisz należy do mnie,
zobacz kim byłeś zanim zdobyłeś to wszystko,
ile to kosztowało bólu, jak musiałeś upaść nisko,
dalej nie rozumiesz, że ja nie jestem taki sam?
idę tylko swoją drogą, widocznie słabo mnie znasz,
powinieneś jednak wiedzieć, że jebie mnie opinia innych,
ciągle jestem taki sam, nigdy nie chciałem być inny
tak,
dalej jestem sobą, dalej mam ten sam tupet,
po pierwsze bo to lubie, po drugie chuj Ci w dupe!
sobota, 14 maja 2011
Pamiętam czas z Tobą jak ze snu chwile,
jak się poznaliśmy, wspominam to bardzo mile,
potem nie zawsze na serio rozmowy,
zęby Ci zaimponować mało nie straciłem głowy,
nie wiem co się dzieje, kiedy jesteś blisko,
jesteś tylko Ty i nie liczy się wszystko,
żałuje tylko chwil, gdy zachowałem się jak dziecko,
chciałem się popisać ale wyszło mi kiepsko,
wiem że się powtarzam, i w tym wszystkim sam się gubię,
bo ja kocham a nie mowie... ;*
Te słowa najszczersze długo niewypowiedziane,
przez cały czas na dnie serca budowane,
teraz nadszedł czas. żeby je wykrzyczeć,
miej uszy otwarte bez żadnych zatyczek,
bez Ciebie moje życie nie ma sensu,
Ty wyciągnęłaś mnie z całego tego nonsensu,
pokazałaś mi, że warto starać się być lepszym,
teraz czas na Ciebie wstań i łzy obetrzyj,
śmiej się i ciesz, pierdol niemoc i smutek,
odrzuć wszystkie twarze fałszem zatrute,
życie jest tylko jedno, trzeba więc je wykorzystać,
mieć swoje zdanie i tylko na nim przystać,
żyj chwilą, łap ją, naucz się nią cieszyć,
idź za głosem serca i nie bój się zgrzeszyć,
wiem że nie jest łatwo rozstać się z przeszłością,
czasem jednak warto by dzielić się radością,
jako przyjaciółce dam Ci dobrą radę,
Carpe Diem, zapamiętaj tą zasadę,
rób to co kochasz, mów to co myślisz,
złap mnie za rękę i mocno uściśnij,
zabiorę Cię tam gdzie smutek nie ma prawa dotrzeć,
kiedy upadniesz wstań i się otrzep,
przepraszam za wszystkie krzywdy które wyrządziłem,
za to że pokochałem, za to jaki byłem,
dziękuję Bogu, że nasze drogi się spotkały,
teraz proszę by znów się skrzyżowały,
Takich ludzi jak Ty jest naprawdę mało,
będę zawsze przy Tobie cokolwiek by się stało,
jesteś moim narkotykiem, moją muzą, serca tchnieniem,
każdego dnia upajam się Tobą jak tlenem
spójrz za Siebie, zaśmiej się i odejdź,
chodź ze mną marzyć nad słońca zachodem...
jak się poznaliśmy, wspominam to bardzo mile,
potem nie zawsze na serio rozmowy,
zęby Ci zaimponować mało nie straciłem głowy,
nie wiem co się dzieje, kiedy jesteś blisko,
jesteś tylko Ty i nie liczy się wszystko,
żałuje tylko chwil, gdy zachowałem się jak dziecko,
chciałem się popisać ale wyszło mi kiepsko,
wiem że się powtarzam, i w tym wszystkim sam się gubię,
bo ja kocham a nie mowie... ;*
Te słowa najszczersze długo niewypowiedziane,
przez cały czas na dnie serca budowane,
teraz nadszedł czas. żeby je wykrzyczeć,
miej uszy otwarte bez żadnych zatyczek,
bez Ciebie moje życie nie ma sensu,
Ty wyciągnęłaś mnie z całego tego nonsensu,
pokazałaś mi, że warto starać się być lepszym,
teraz czas na Ciebie wstań i łzy obetrzyj,
śmiej się i ciesz, pierdol niemoc i smutek,
odrzuć wszystkie twarze fałszem zatrute,
życie jest tylko jedno, trzeba więc je wykorzystać,
mieć swoje zdanie i tylko na nim przystać,
żyj chwilą, łap ją, naucz się nią cieszyć,
idź za głosem serca i nie bój się zgrzeszyć,
wiem że nie jest łatwo rozstać się z przeszłością,
czasem jednak warto by dzielić się radością,
jako przyjaciółce dam Ci dobrą radę,
Carpe Diem, zapamiętaj tą zasadę,
rób to co kochasz, mów to co myślisz,
złap mnie za rękę i mocno uściśnij,
zabiorę Cię tam gdzie smutek nie ma prawa dotrzeć,
kiedy upadniesz wstań i się otrzep,
przepraszam za wszystkie krzywdy które wyrządziłem,
za to że pokochałem, za to jaki byłem,
dziękuję Bogu, że nasze drogi się spotkały,
teraz proszę by znów się skrzyżowały,
Takich ludzi jak Ty jest naprawdę mało,
będę zawsze przy Tobie cokolwiek by się stało,
jesteś moim narkotykiem, moją muzą, serca tchnieniem,
każdego dnia upajam się Tobą jak tlenem
spójrz za Siebie, zaśmiej się i odejdź,
chodź ze mną marzyć nad słońca zachodem...
Mógłbym do ucha szeptać Ci "moja Maleńka",
ciągle powtarzać Ci jaka jesteś piękna,
Mógłbym Cię mocno objąć i czule pocałować,
chcę dać Ci szczęście, już moja w tym głowa,
Mógłbym wykrzyczeć na ulicy że Cię kocham,
chociaż boję się, że znowu strzelisz focha,
Mógłbym wziąć Cie za rękę i pójść przed siebie,
i ten jeden raz móc poczuć się jak w niebie,
Mógłbym napisać dla Ciebie cała książkę,
ale najpierw może niech dokończę tą zwrotkę,
Mógłbym codziennie patrzeć na Ciebie do późna,
a rano przynosić Ci śniadanie do łóżka,
Mógłbym dla Ciebie zatrzymać czas,
żeby cały świat choć przez chwilę mógł być nasz,
Mógłbym zrobić wszystko dla Ciebie, mała
Mógłbym być cały Twój, gdybyś tylko chciała...
Chciałbym dać Ci wszystko, czego zapragniesz,
Chciałbym dać Ci to uczucie, jakkolwiek je nazwiesz,
Chciałbym dzielić się z Tobą smutkiem i radością,
Chciałbym żebyśmy byli jedną całością,
Chciałbym zapomnieć przy Tobie o wszystkich problemach,
Chciałbym rozumieć Cię bez słów, przy wymianie spojrzenia,
Chciałbym żebyś była zawsze przy mnie blisko,
Chciałbym z Tobą milczeć i mówić Ci wszystko,
Chciałbym żeby wszystko było jak najlepiej,
Chciałbym już nie myśleć, że znowu coś zjebie,
Chciałbym tulić Cię codziennie w ramionach,
Chciałbym żyć razem z Tobą i razem z Tobą skonać,
Chciałbym żebyś przy mnie znalazła szczęście,
Chciałbym żeby tak było w życiu, nie tylko tu w tekście,
Chciałbym żebyś nie myślała że to tylko puste słowa,
Chciałbym, ale nie wiem czy jesteś gotowa...
ciągle powtarzać Ci jaka jesteś piękna,
Mógłbym Cię mocno objąć i czule pocałować,
chcę dać Ci szczęście, już moja w tym głowa,
Mógłbym wykrzyczeć na ulicy że Cię kocham,
chociaż boję się, że znowu strzelisz focha,
Mógłbym wziąć Cie za rękę i pójść przed siebie,
i ten jeden raz móc poczuć się jak w niebie,
Mógłbym napisać dla Ciebie cała książkę,
ale najpierw może niech dokończę tą zwrotkę,
Mógłbym codziennie patrzeć na Ciebie do późna,
a rano przynosić Ci śniadanie do łóżka,
Mógłbym dla Ciebie zatrzymać czas,
żeby cały świat choć przez chwilę mógł być nasz,
Mógłbym zrobić wszystko dla Ciebie, mała
Mógłbym być cały Twój, gdybyś tylko chciała...
Chciałbym dać Ci wszystko, czego zapragniesz,
Chciałbym dać Ci to uczucie, jakkolwiek je nazwiesz,
Chciałbym dzielić się z Tobą smutkiem i radością,
Chciałbym żebyśmy byli jedną całością,
Chciałbym zapomnieć przy Tobie o wszystkich problemach,
Chciałbym rozumieć Cię bez słów, przy wymianie spojrzenia,
Chciałbym żebyś była zawsze przy mnie blisko,
Chciałbym z Tobą milczeć i mówić Ci wszystko,
Chciałbym żeby wszystko było jak najlepiej,
Chciałbym już nie myśleć, że znowu coś zjebie,
Chciałbym tulić Cię codziennie w ramionach,
Chciałbym żyć razem z Tobą i razem z Tobą skonać,
Chciałbym żebyś przy mnie znalazła szczęście,
Chciałbym żeby tak było w życiu, nie tylko tu w tekście,
Chciałbym żebyś nie myślała że to tylko puste słowa,
Chciałbym, ale nie wiem czy jesteś gotowa...
Mam tak samo jak Ty, 1000 myśli na sekundę
1000 słów, 1000 problemów, konkretny burdel,
Najebane we łbie jak w tobołku u cyganki
Lecz jak w burdelu jest źle, zmienia się kurwy nie firanki,
Wiem, nie jestem idealny, nawet się nie staram,
1000 wad, kilka zalet, nie błyszczę jak flara,
1000 tygodni życia za mną, przede mną jeszcze więcej,
wcale nie jest łatwo, lecz życie wymaga poświęceń,
1000 sekund ucieka, ja wciąż myślę o czymś innym,
1000 dni mojego życia, z myślą kiedy będę inny,
Kiedy wszystko się ułoży, spełnię 1000 moich pragnień,
Kiedy wyjdę na prostą i przestanę tkwić w tym bagnie,
1000 marzeń, 1000 pytań, szukam wciąż nowych rozwiązań,
i mimo niepowodzeń przed siebie wciąż podążam,
Wiem, nie mogę się poddać, mam 1000 spraw do załatwienia,
1000 dróg, wybieram jedną, dosyć pierdolenia !!!
1000 dni, 1000 nocy, 1000 chwil mojego życia,
1000 kartek, 1000 piór, nic do ukrycia,
chcę zostawić po sobie chociaż 1000 marnych wersów,
i odejść stąd, unieść się gdzieś w powietrzu
1000 snów, snów o jednym, o prawdziwej miłości,
o poznawaniu uczuć w drodze ku dorosłości,
o wspólnym życiu, kłótniach, o samotności,
o fajnej dziewczynie, o rozstaniu, o czułości,
o nicości i o wszystkim, bo nie umiem inaczej
określić tego co się ze mną dzieje gdy na Ciebie patrzę,
nie mogąc nic zrobić, w głowie mam 1000 myśli,
1000 problemów, zero rozwiązań, nic nie wymyśle,
mogę tylko liczyć na to, że jeszcze kiedyś Cię zobaczę,
nie tylko w moich snach, przyjdz, wszystko Ci wybaczę,
podaj mi rekę, dotknij, pocałuj,
albo powiedz, prosto w oczy, że tego byś nie chciała,
spośród 1000 innych, czemu akurat Ty,
czemu tak się zdarzyło, czemu akurat mi,
czemu wciąż muszę udawać, że wszystko jest w porządku,
chcę cofnąć czas o tysiąc dni, zacząć wszystko od początku...
1000 słów, 1000 problemów, konkretny burdel,
Najebane we łbie jak w tobołku u cyganki
Lecz jak w burdelu jest źle, zmienia się kurwy nie firanki,
Wiem, nie jestem idealny, nawet się nie staram,
1000 wad, kilka zalet, nie błyszczę jak flara,
1000 tygodni życia za mną, przede mną jeszcze więcej,
wcale nie jest łatwo, lecz życie wymaga poświęceń,
1000 sekund ucieka, ja wciąż myślę o czymś innym,
1000 dni mojego życia, z myślą kiedy będę inny,
Kiedy wszystko się ułoży, spełnię 1000 moich pragnień,
Kiedy wyjdę na prostą i przestanę tkwić w tym bagnie,
1000 marzeń, 1000 pytań, szukam wciąż nowych rozwiązań,
i mimo niepowodzeń przed siebie wciąż podążam,
Wiem, nie mogę się poddać, mam 1000 spraw do załatwienia,
1000 dróg, wybieram jedną, dosyć pierdolenia !!!
1000 dni, 1000 nocy, 1000 chwil mojego życia,
1000 kartek, 1000 piór, nic do ukrycia,
chcę zostawić po sobie chociaż 1000 marnych wersów,
i odejść stąd, unieść się gdzieś w powietrzu
1000 snów, snów o jednym, o prawdziwej miłości,
o poznawaniu uczuć w drodze ku dorosłości,
o wspólnym życiu, kłótniach, o samotności,
o fajnej dziewczynie, o rozstaniu, o czułości,
o nicości i o wszystkim, bo nie umiem inaczej
określić tego co się ze mną dzieje gdy na Ciebie patrzę,
nie mogąc nic zrobić, w głowie mam 1000 myśli,
1000 problemów, zero rozwiązań, nic nie wymyśle,
mogę tylko liczyć na to, że jeszcze kiedyś Cię zobaczę,
nie tylko w moich snach, przyjdz, wszystko Ci wybaczę,
podaj mi rekę, dotknij, pocałuj,
albo powiedz, prosto w oczy, że tego byś nie chciała,
spośród 1000 innych, czemu akurat Ty,
czemu tak się zdarzyło, czemu akurat mi,
czemu wciąż muszę udawać, że wszystko jest w porządku,
chcę cofnąć czas o tysiąc dni, zacząć wszystko od początku...
Może nie jestem najlepszy w tym co tworzę, ale
Przynajmniej staram się robić to stale,
Rozpierdalam wierszem, codziennie majki palę
Ja się wcale nie chwalę, ja po prostu mam talent...
Sprawdź te teksty, zwykły chłopak z osiedla,
Niczym się nie wyróżniam, przeciętny średniak,
Codziennie szkoła, dom, rodzina i teksty,
Normalne życie, a nie kurwa jakiś meksyk,
I wierz mi, nie jest mi z tym najgorzej,
Nie muszę mieć dużo by pokazać że mogę,
O Boże, on nie ma nawet Naszej Klasy,
Nie mam też fotki jak inne lowelasy,
Ani w chuj kasy, nie mam nawet samochodu,
Nie mam też jebanego okna od wschodu,
Nie mam dochodu, nie mam nawet zawodu,
Uczeń technikum, profil projektant ogrodów,
Trochę za bardzo pyskaty, za bardzo chamski,
Mam w chuj swoich zasad jak kościół islamski,
Żeby Ci zaimponować nie będę stawać na głowie,
Robię to co kocham, kocham to co robię!
Może nie jestem najlepszy w tym co tworzę, ale
Przynajmniej staram się robić to stale,
Rozpierdalam wierszem, codziennie majki palę
Ja się wcale nie chwalę, ja po prostu mam talent...
nie jestem ideałem, wiem, nigdy nie będę,
chciałbym Cię mieć, ale nigdy nie zdobędę,
wiem, Ty wolisz takich super kozaków,
osiedlowych gangsterów, koks frajerów, chojraków,
lalusiowatych pierdolonych cwaniaków
takich typowych wielkomiejskich buraków,
wiem, że nie mam w bicepsie pół metra,
nie wożę się w stuningowanych calibrach i vectrach
wiem, że nie mam barków jak trzydrzwiowa szafa
nie wyprowadzam na spacer wielkiego amstafa
wiem, że nie jestem piękny, jak ci goście po solarium,
nie patrzysz na mnie jak na rybki w akwarium,
wiem, że nie urzeka Cie mój urok osobisty,
że zaleciłabyś mi wizytę u dentysty,
wiem, że mam strasznie dużo cech antagonisty,
ale chcę grać główne role, a nie role statysty!
1. Może nie jestem najlepszy w tym co tworzę, ale
2. Przynajmniej staram się robić to stale,
3. Rozpierdalam wierszem, codziennie majki palę
4. Ja się wcale nie chwalę, ja po prostu mam talent...
Przynajmniej staram się robić to stale,
Rozpierdalam wierszem, codziennie majki palę
Ja się wcale nie chwalę, ja po prostu mam talent...
Sprawdź te teksty, zwykły chłopak z osiedla,
Niczym się nie wyróżniam, przeciętny średniak,
Codziennie szkoła, dom, rodzina i teksty,
Normalne życie, a nie kurwa jakiś meksyk,
I wierz mi, nie jest mi z tym najgorzej,
Nie muszę mieć dużo by pokazać że mogę,
O Boże, on nie ma nawet Naszej Klasy,
Nie mam też fotki jak inne lowelasy,
Ani w chuj kasy, nie mam nawet samochodu,
Nie mam też jebanego okna od wschodu,
Nie mam dochodu, nie mam nawet zawodu,
Uczeń technikum, profil projektant ogrodów,
Trochę za bardzo pyskaty, za bardzo chamski,
Mam w chuj swoich zasad jak kościół islamski,
Żeby Ci zaimponować nie będę stawać na głowie,
Robię to co kocham, kocham to co robię!
Może nie jestem najlepszy w tym co tworzę, ale
Przynajmniej staram się robić to stale,
Rozpierdalam wierszem, codziennie majki palę
Ja się wcale nie chwalę, ja po prostu mam talent...
nie jestem ideałem, wiem, nigdy nie będę,
chciałbym Cię mieć, ale nigdy nie zdobędę,
wiem, Ty wolisz takich super kozaków,
osiedlowych gangsterów, koks frajerów, chojraków,
lalusiowatych pierdolonych cwaniaków
takich typowych wielkomiejskich buraków,
wiem, że nie mam w bicepsie pół metra,
nie wożę się w stuningowanych calibrach i vectrach
wiem, że nie mam barków jak trzydrzwiowa szafa
nie wyprowadzam na spacer wielkiego amstafa
wiem, że nie jestem piękny, jak ci goście po solarium,
nie patrzysz na mnie jak na rybki w akwarium,
wiem, że nie urzeka Cie mój urok osobisty,
że zaleciłabyś mi wizytę u dentysty,
wiem, że mam strasznie dużo cech antagonisty,
ale chcę grać główne role, a nie role statysty!
1. Może nie jestem najlepszy w tym co tworzę, ale
2. Przynajmniej staram się robić to stale,
3. Rozpierdalam wierszem, codziennie majki palę
4. Ja się wcale nie chwalę, ja po prostu mam talent...
Subskrybuj:
Posty (Atom)